Pola obudziła się wczesnym rankiem. Otworzyła oczy i spojrzała w sufit pokryty gwiazdkami świecącymi w ciemności. Ziewnęła, przeciągnęła się i sturlała z łóżka zaplątana w kołdrę. W podskokach zbiegła po schodach do kuchni nie zwracając uwagi na śpiących domowników. Wypiła szklankę mleka, zjadła jabłko i wróciła do pokoju się ubrać, specjalnie tupiąc nogami koło pokoju jej brata Adama, co było zupełnie bezcelowe, ponieważ bardzo ciężko było go wybudzić ze snu. Dziesięć minut przeznaczyła na rozczesywanie jej długich do pasa ciemnych loków. Podeszła do wielkiego lustra w jej pokoju i przejrzała się w nim. Odbicie przedstawiało ładną szesnastolatkę z dużymi błękitnymi oczami i pełnymi wargami. Na policzkach miała parę piegów, dodających jej uroku. Długie włosy sterczały jej jak zwykle we wszystkie strony. Uśmiechnęła się na ten widok ukazując aparat na zęby i dołeczki w policzkach.
Otworzyła duże okno i spojrzała na powoli budzące się przedmieścia Londynu. Była mgła. Pod jej oknem stał wysoki dąb. Dziewczyna tradycyjnie weszła na niego i powoli zeszła na sam dół po przyczepionej do niego drabince. Wzięła zardzewiały i trzeszczący rower z garażu i skierowała się w kierunku miasta, ciesząc się dziwną i tajemniczą atmosferą spowodowaną przez mgłę.
Gdy dotarła już pod dom Fiony - jej przyjaciółki, zostawiła rower pod kamienicą nie fatygując się przyczepieniem go smyczą do barierki - raz, że jej nie posiadała, a dwa było jej to nie potrzebne, nikt nie zechciałby takiego roweru. Ale jej się on podobał. Przynajmniej nie musiała się martwić o kradzież. Otworzyła drzwi i weszła na obskurną klatkę schodową, w której pachniało tytoniem. Lubiła ten zapach. Wspięła się na trzecie piętro przeskakując co drugi stopień i podśpiewując pod nosem piosenkę z jakieś głupiej reklamy. Zatrzymała się przy drzwiach z nazwiskiem Darrel. Nacisnęła klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Wyciągnęła klucze z torby i wyszukała ten z wypisanymi markerem inicjałami F.D. Włożyła klucz do drzwi i powoli go przekręciła nie chcąc obudzić przyjaciółki. Wiedziała, że jej rodzice są w pracy, pracowali w szpitalu i oboje mieli nocną zmianę. Na palcach skierowała się do pokoju Fiony i uchyliła je cicho.
- FIONA! - krzyknęła Pola rzucając poduszką w śpiącą dziewczynę.
- Hmmm...? - mruknęła nieprzytomnie.
- Wstawaj jest taki piękny dzień, no dalej! DALEJ! - odpowiedziało jej milczenie.
Pola podeszła na palcach do łóżka i pochyliła się nad uchem dziewczyny.
- FIONA!
Dziewczyna krzyknęła i zerwała się z łóżka.
- HĘ! - rozejrzała się po pokoju i spojrzała na śmiejącą się Polę. - TY.
- Ja.
- Czy ty debilu wiesz która jest godzina?! - wycedziła Fiona przez zaciśnięte zęby.
- Emmm.. nie bardzo - powiedziała radośnie. - Czekaj.. - spojrzała na budzik na stoliku nocnym - Jest dwadzieścia po szóstej. Kawy, herbaty? - spytała przepraszająco.
- Poeobao cie yba - ziewnęła i rzuciła się z powrotem na łóżko.
- Ale Fiona - dziewczyna położyła się obok przyjaciółki. - No wstaaaawaaaaaaaaj - marudziła jej do ucha.
- No spadaj - mruknęła tylko i szturchnęła przyjaciółkę łokciem.
Po półgodzinnych namowach Fiona w końcu podniosła się z łóżka. Około godziny w pół do ósmej wyszły na zewnątrz kierując się do pobliskiej kawiarenki na rogu.
- I to jest ta twoja przepiękna pogoda?! - Fiona rozejrzała się dookoła i zapięła guziki jasnoróżowego sweterka. Pola tylko wyszczerzyła zęby i obróciła się wokół własnej osi na jednej nodze, patrząc w niebo. - No tak, czego ja w sumie mogłam się spodziewać - ziewnęła. - Ale przysięgam, że jak zacznie padać do cię uduszę.
- Nie lubisz deszczu? Czemu? Jest taki fajny.
- Ugh. Może dlatego, że psuje mi fryzurę i makijaż?
- Ah no tak zapomniałam.
W kawiarni o nazwie Rosa, zamówiły dwie kawy, dwa rogale, oczywiście na koszt Poli, która musiała jakoś zrekompensować Fionie tak wczesną pobudkę. Lokal świecił pustkami, i Pola była w prawie stu procentach pewna że były tu pierwszymi klientkami. Pogrążyły się w rozmowie na temat niedawno zaczętych wakacji i o tym że został im tylko rok nauki w liceum, a potem muszą wybrać college. Były całkowicie pewne, że będą musiały rozstać się z Rosie, która miała tak dobre wyniki w nauce, że rodzice chcą ją wysłać do Yale.
Fiona właśnie opowiadała jej o nowym teledysku Michaela Jacksona, gdy Pola spojrzała w szybę znajdującą się z jej lewej strony. Zauważyła tam dziwną zakapturzoną postać.
- ... no i na refrenie zaczął tak fajnie tańczyć..eee... Pola? - Fiona pstryknęła jej palcami przed nosem.
- C-co? - przeniosła wzrok na przyjaciółkę, która teraz patrzyła w szybę, za którą teraz nikt nie stał.
- Znowu mnie nie słuchasz.
- Wydawało mi się, że coś tam było, taka dziwna postać w kapturze... - Fiona spojrzała na nią wzrokiem pełnym politowania.
- Hmmm.. może Jedi? Niech moc będzie z tobą.
- Nie ważne. - Pola wróciła do konsumowania swojego rogala, chociaż całkiem straciła apetyt. Utkwiła wzrok w przyjaciółce która właśnie wyciągnęła z torebki lusterko i malowało usta błyszczykiem.
Fiona Darrel była ładna. Miała duże piwne oczy, mały nosek i brązowe,proste włosy za ramiona. Była też posiadaczką dużego biustu i długich nóg. Miała powodzenie u chłopaków. Była pewna siebie, często przeklinała, lubiła wygodę. Ale nie była pustą lalą co to, to nie. Jak się ją bliżej pozna, można zauważyć, że jest uczciwa i lojalna.
- No i co się patrzysz, pączka ci obiecałam? - spytała unosząc brwi i chowając błyszczyk do czarnej torebki. Pola otrząsnęła się z zamyślenia i uśmiechnęła się. - Co się szczerzysz? Mam coś na czole? - Wyciągnęła ponownie lusterko i zmarszczyła brwi. - Kurwa, ogarnij.
- Idziemy?
- Spoko.
Wchodząc do domu Poli, usłyszeli dźwięk włączonego telewizora. Skierowały się na górę mijając brata Poli i jego przyjaciół: George'a Browna i Grega Stinsona oglądającego mecz.
- Ożesz w dupę co to za dziadostwo? - krzyknęła Fiona pokazując na wielką figurę smoka stojącego w kącie jej pokoju.
- To jest smok. Dostałam od Adama na urodziny. Fajny nie? Nazwałam go Smok.
- Oryginalnie - mruknęła i rzuciła się na wielkie łóżko Poli. - Twój pokój jest dziwny. Czuję się jakbym była w jakimś równoległym świecie, albo pokoju kosmity.
- O co ci chodzi? - Pola zajęła miejsce obok przyjaciółki.
- O te naścienne malowidła, podarte zasłony, masę książek, dziwne smoki, plakaty ze stworzeniami które nie istnieją, wymieniać dalej?
- Nie, nie trzeba. Chyba wiem o co ci chodzi.
Po dwóch godzinach, zgłodniały, więc zeszły do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. W kuchni siedziało czterech chłopaków. Adam, Greg, George - jej były chłopak, oraz osoba której jakoś nie mogła skojarzyć. Miał kruczoczarne włosy i zielone oczy skryte za okrągłymi okularami. Adam i George byli od niej dwa lata starsi, a Greg tylko o rok. Adam był wysokim, niebieskookim blondynem, marzenie każdej dziewczyny. Fiona też na niego leciała, ale dała już sobie spokój. Lubił dowcipkować i grał na gitarze. George Brown miał długie ciemne włosy i lekki zarost, oraz tunele w uszach. Widocznie unikał jej spojrzenia, zresztą ona też nie była chętna do rozmowy z nim. A Greg najbardziej się spośród nich wyróżniał. Był niższy, chudszy i miał włosy ufarbowane na niebiesko i postawione na żel.
- Hej Pola, Fiona, to jest Harry.
- Cześć - powiedziała Fiona przysiadając się do stołu i zaczynając rozmowę z Gregiem na temat niejakiej Mary Wilson, którą podobno przyłapano z narkotykami.
Pola uśmiechnęła się ciepło i zaczęła robić kanapki. Popołudnie miło spędziła wśród znajomych, robiąc plany na wakacje. Zdobyła się nawet na uśmiech do George'a, który odpowiedział jej nieśmiało tym samym. Miała nadzieję, że ich relacje wkrótce wrócą do normy i będą mogli ze sobą rozmawiać, jak dawniej, zanim zaczęli się spotykać.
sobota, 9 marca 2013
czwartek, 7 marca 2013
~Prolog
Pola nigdy nie była normalną nastolatką. Zawsze miała swój własny świat, zapełniony książkami fantastycznymi, muzyką, różnymi dziwnymi stworzeniami. Na lekcjach siedziała myśląc o niebieskich migdałach, czasem pogrążona w rozmowie ze znajomymi. Nie miała pojęcia, że jej szczęśliwe i ułożone życie tak drastycznie się zmieni gdy spotka na swojej drodze pewnego czarnowłosego chłopaka o przenikliwym, zielonym spojrzeniu.
Prawdziwa miłość jest ogromną mocą, nie widzi granic. Sprawia, że każda chwila może być piękna, nawet ze świadomością, że wszędzie czai się śmierć. To bezgraniczna ufność do drugiej osoby. Miłość jest piękna, lecz rani. Zadaje potworne rany.
Harry był Wybrańcem. Musiał stoczyć walkę z samym Lordem Voldemortem, wielkim czarnoksiężnikiem, który pozbawił życia wielu ludzi, w tym jego rodziców. Świadomość, że to on jest odpowiedzialny za to jak potoczą się losy całego świata potrafi być przytłaczająca. Jego życie dodatkowo skomplikuje fakt, że zakocha się w pięknej mugolce...
___________________________________
No hej, oto pierwsza notka. Trochę krótka, ale to w końcu tylko prolog. Następne będą dłuższe.
Nie powiadamiam o nowych notkach.
Rozdziały będą ukazywały się rzadko, i to że przez długi czas nic się nie pojawiło, nie oznacza że rzuciłam pisanie :)
___________________________________
No hej, oto pierwsza notka. Trochę krótka, ale to w końcu tylko prolog. Następne będą dłuższe.
Nie powiadamiam o nowych notkach.
Rozdziały będą ukazywały się rzadko, i to że przez długi czas nic się nie pojawiło, nie oznacza że rzuciłam pisanie :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)